/Historia brodnickiej deskorolki cz.1
SKATEmore.pl - Deskorolka, Skateboarding

Historia brodnickiej deskorolki cz.1

SKATEmore.pl - Deskorolka, Skateboarding

Wtorek. Godzina 21:09. Za oknem delikatnie nakurwia letnia bryza. W powietrzu unosi się zapach zajawki, a w tle leci jakiś spokojny kawałek. Prawie idealny wieczór. Prawie. Brakuje tylko zmęczenia po całym dniu śmigania na desce. Może wtedy nie byłoby sił na rozkminy, bo mi się chyba jakieś sentymenty załączyły. W mordkę jeża.

Siedząc rozjebawszy na kanapie przypomniały mi się stare czasy. Stare dobre czasy, kiedy od rana do wieczora lataliśmy z chłopakami po ulicach osiedli i szkolnych kortach. Ujebani od potu i kurzu, z obtartymi kolanami, potrafiliśmy cały dzień spędzić tylko na desce. Wiele razy przeklęci przez sąsiadów, że telewizora w spokoju nie mogą pooglądać, bo im pod oknem „wrotkami” stukaliśmy. Przeganiani przez stróżów prawa i ochronę. Wszystko po to, żeby rozwijać swoją pasje. Nic poza tym światem nie istniało.

Dla mnie wszystko zaczęło się jak byłem w gimbazie – rok 2005/2006?? Tak, miałem wtedy naebane pod beretem. Równo. Ale co poradzisz? Nic nie poradzisz. Zajawką zaraził mnie Sknerus. Oczywiście cała brodnicka desko-scena istniała już od dawna. Chłopaki na dużo wcześniej sprawdzali czy ulice naszego miasta nadają się do jazdy i w rozmaity sposób testowali mureczki i rureczki na brodnickim streecie. Szczerze mówiąc, chyba nikt nie wie kiedy dokładnie to wszystko się zaczęło.

Pamiętam pierwszą „wycieczkę” ze Sknerusem pod nasz kochany Kaufland. Podziemny parking. Okres przedświąteczny. Samochodów nawalone, że aż kipiało. To nic. Już z oddali było słychać, że ktoś równo katuje flipy. Wtedy poznałem Sonego i Chmielka. Łoii. Powiał cieplejszy wiatr i wtedy tak na dobrą sprawę zobaczyłem jak w rzeczywistości wygląda porządne ollie, takie na 3 decki i 360flip dopracowany do perfekcji. Od samego patrzenia spociły mi się pachy, a gdzie tu reszta…

Dlaczego o tym wspominam? To proste. Wtedy nastąpił przełom. Ci dwaj goście uświadomili mi, że to nie ma granic i wszystko jest możliwe. Wszystko jest kwestią motywacji i dążenia do wyznaczonego celu.

Dobra, chyba na dzisiaj wystarczy. Miało być jeszcze małe podsumowanie, ale…nie będzie. Resztę opiszę w następnej części (o ile ją napiszę 🙂 ). Piąteczka!