/Kiedyś i dziś
Idź na deskorolkę

Kiedyś i dziś

Idź na deskorolkę

Dawno już nic nie było uskrobane na łamach tego bloga. Marcin nie ma weny, a ja w ostatnim czasie straciłem głowę, bez kitu. Można by wymyślić miliard różnych teorii dlaczego tak jest, ale racjonalnego wytłumaczenia nie ma. Zatem rozkmninki zostawmy myślicielom, a my, przyjaciele, zajmijmy się deskorolką i wszystkim innym co kochamy robić. To stwarza nas szczęśliwszymi.

Właśnie! Zapewne każdy z Was ma swoją życiową zajawę, która wchłania bez reszty. Może to zbieranie znaczków, gra w szachy, albo deskorolka. Chciałbym bardziej przyjrzeć się tej ostatniej. Dlaczego? Bo sam płonę na myśl o skateboardingu, a prowadzenie tego bloga nawiązuje do tematu.

Wszystko zaczęło się ładnych parę lat wstecz. Nawet nie umiem policzyć ile to już mam wiosenek spędzonych na desce, lol, ale czy to ważne? Ważne jest raczej to gdzie deska nas prowadzi i czego uczy. Kogo na tej drodze spotykamy i jak się bawimy będąc na desi. Bo o to właśnie w niej chodzi. O czystą zajawę i dobrą zabawę z ziomeczkami, śmigając razem tu i tam.

Doskonale pamiętam pierwsze wyjścia na deskę i wspólne desko-wyjazdy. Roześmiane mordeczki i jazda od świtu do nocy z mała przerwą na szamę, gdy mama na obiad wołała : ). Pierwsze gleby i triki klejone w miejscu, bo często nie było nawet miejsca żeby się rozpędzić i zrobić coś w jeździe. Jeździło się wszędzie i nikt nie narzekał, że powierzchnia lipna, że odjazdu nie ma, że nierówno. To było nieważne. Liczyła się tylko deskorolka.

Kiedy zaczynałem swoją przygodę z deskorolką były ograniczone możliwości. Sprzęt nie był tak łatwo dostępny jak teraz. Skateshop’y były rzadkością, a nabycie sprzętu on-line nie wchodziło w grę. Dlaczego? Z prostej przyczyny – dostęp do neta nie był tak powszechny jak teraz. Dodatkowo krucho było z miejscem do jazdy. Jednak chęć jazdy na deskorolce i przeogromna zajawa napędzała do działania.

Na przestrzeni lat możemy zaobserwować jak to wszystko ewoluowało. Zaczęły powstawać skateparki i cały deskoświat nawet w szybkim tempie się rozwija. Jednak ten kij ma swoje dwa końce. Ludzie zwyczajnie zaczęli pomijać miejscówki. Nieliczni śmigają jeszcze po ulicach, tam gdzie narodziła się deskorolka. Staliśmy się trochę wygodni i idziemy na łatwiznę. Owszem, spoko jest pośmigać sobie po skateparku, gdzie nikt nas nie wyrzuci, a starsze Panie nie będą szczuły nas swoimi pieskami, a my na relaxie będzie kosić kolejne bangery.

Jazda na miejscówka jest trudniejsza, z różnych aspektów. Ale chyba każdy przyzna, że nawet „lżejszy” triczek na spocie to bardziej apetyczny kąsek od skateparkowego bangerka. Zatem bierzmy dechy i idźmy pomęczyć jakiś spocik.

Minęło już sporo czasu od kiedy pierwszy raz stanąłem na desce. Dziś nie wyobrażam sobie egzystencji bez tej płaszczyzny życia. Każde wyjście, nawet na chwilę, z deskorolką pod pachą daje całą paletę emocji i kreatywnych pomysłów. Deskorolka dobra na wszystko!

Zajawka zawsze Przyjaciele!